poniedziałek, 13 września 2010

...zamrozek...

jak każdego ranka u nas burzliwe...ja do pracy, małżonek ślubny do pracy, T do przedszkola, G do szkoły - wszyscy wychodzimy 6:30, kłócimy się o łazienkę, w końcu małżonek ślubny kapituluje i idzie do łazienki "na dół" (czyli babcinej) ; jedynie J ma jeszcze troszkę czasu na słodkie tete-a-tete z cieplutką poduchą...

T dzisiaj ubierając buty, jak zawsze siedząc na schodach, ziewając głośno mówi..."mamuś, a czy dzisiaj jest już zamrozek - bo wczoraj mówili, że może być niedługo ..."
niedydaktycznie wybuchłam śmiechem..."jaki zamrozek syneczku???" (kto i gdzie mówił?) ...."no taki, kiedy szyby są zimne i zamrożone...!"...poirytowany synek, nie mógł zrozumiec, że matka nie jarzy - przecież zamrozić szyby...to zamrozek..."syneczku, to jest przymrozek"..."ale można mówić zamrozek!"
T założył buta i obrażony na moją reakcję obrócił się na pięcie;

...zamrozek...dziś jeszcze go nie było...i dzięki Bogu:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy