poniedziałek, 20 września 2010

...przyszedł...

…nikt go nie prosił, wiadomo miał kiedyś przyjść...kiedyś, nie dzisiaj, jeszcze nie dzisiaj …sandały leciutkie jeszcze na wierzchu, nie schowane do pudła bez dna …do lata … sukienki jeszcze pachną słońcem i łąką …, a on przyszedł …zamrozek, w nos pstryczka dał… ja wam jeszcze pokażę, wcześniej trzeba wstawać …szyby zamrożone w autku, kto zdrapie …no jaJ

 

T się ucieszył, że na jego wyszło ….a nie mówiłem…!!!

 

J dzisiaj zakręciło …zupełnie …ślubny małżonek mój, a J tatuś …obudził małą rano …bo ona jako jedyna może troszkę dużej w puchach nocnych leżeć …i twierdził, że obudził …    

J spanikowana o 8:40 dzwoni do mnie ….”mamuś autobus mi uciekł”… ”J jak mógł Ci uciec … przecież on odjechał godzinę temu?!”…”no… i mi uciekł”… J zaspała, weekend przedłużony

o dzieńJ

 

T po wizytach lekarskich … termin operacji ustalony …czekamy, najważniejsze, że rozumie, że trzeba operować …dla jego dobra; dzielny jest bardzo, dumna jestem z niego ...przeszedł księciunio wiele…

 

 

... babiego lata mi trzebaJ

czwartek, 16 września 2010

...edyta...

imieniny obchodzi: 16.09...:)


osobowość: ucieleśnienie równowagi...a to prawda trochę naciągana;)
charakter: 97 %...tego nie jarzę:)
promieniowanie: 95 %
rezonans: 92 000 drgań/sek.
kolor: niebieski...lubię, ale nie uwielbiam
główne cechy: uczuciowość-zmysłowość- towarzys­kość- intuicja...oooo taak
totem roślinny: len...mam świetne lniane sukienki
totem zwierzęcy: mysz...a ja myślałam, że lew jestem...albo pantera;)
znak: waga...mój rak
typ: mają zrównoważony charakter, który pozwala im na właściwe osądzenie sytuacji; gdy wbiją sobie coś do głowy, pracują po cichu, ale udaje im się przegryźć przez wszystkie przeszkody, niczym mysz, która jest ich totemem....ooo to rozumię już tą mysz...coś w tym jest;)
psychika: nieraz miewają napady złości, od dzieciń­stwa trzeba je uczyć opanowania, aby nie raniły innych okrutnymi słowami. Bardzo subiektywne, patrzą na wszystko z własnego punktu widzenia. mają dużą pewność siebie, choć rzadko ją okazują.
wola: Niezłomna wola oraz wytrwałość.
pobudliwośc: silna, ale niezbędna dla tego typu charakteru, gdyż bez niej wola i duża aktywność zrobiłyby z nich "roboty", pochłonięte jedynie pracą.
zdolnośc reakcji: są nadzwyczaj pamiętliwe. Jeśli ktoś "zajdzie im za skórę", jak to się mówi, czekają miesiącami, czasem latami, aby się z nim porachować; niepowodzenia znacznie bardziej je dra­żnią, niż przygnębiają.
aktywnośc: nie mogą usiedzieć w miejscu! po­trzebują wielkich przedsięwzięć. nie bardzo lubią naukę, ale mimo to odnoszą sukcesy, gdyż są bardzo zaradne. ich płodna wyobraźnia podpowiada im tysiąc rozwiązań, dorzućcie do tego ich niezwykły urok i wyjątkową pamięć, a zrozumiecie, że potrafią wy­brnąć z każdej sytuacji. są stewardesami, modelkami, antykwariuszami, interesują je wszelkie zawody związane z modą i dekoratorstwem....sama zaplanowałam wystrój mieszkania...coś w tym jest:)
intuicja: zaskakująca, potrafią oceniać ludzi nie­wiarygodnie prędko i właściwie!
inteligencja: bardzo rozwinięta, ironiczna, o ten­dencji analitycznej, to znaczy, że rozróżniają najmniej­szy szczegół danej sytuacji.
uczuciowośc: jeśli chcą, potrafią stworzyć miłą atmosferę, rozwikłać trudną sytuację. Gdy zaś nie chcą... są uczuciowe, ale nie okazują tego. są bardzo zaborcze, nawet w dzieciństwie..bo jak kocham to na zawsze.
moralnośc: posiadają w duszy skarby miłości i poświęcenia. sle wybuchowy i namiętny aspekt osobowości nieraz prowadzi te kobiety do wyrwania się z ram codziennej egzystencji i przeżycia bulwersują­cej przygody, która pozostawi im bogate wspomnie­nia...e tam!
zdrowie: grzeszą pewną beztroską w tej dziedzi­nie. słaby punkt: nerki. mają także wrażliwe płuca, często cierpią na gwałtowne bóle głowy, łatwo się przeziębiają i źle znoszą brak snu...wszystko prawda..
zmysłowośc:: pragną żyć intensywnie i dla tego celu są gotowe popełnić wiele nieostrożności. są bardzo kobiece, kokieteryjne i zmysłowe. ich sex-appeal łamie serca mężczyznom. nie można dopuścić, by stały się małymi kobietkami w wieku, gdy przystoi im gra w piłkę i w klasy.
dynamizm: całym sercem angażują się w działanie. nigdy wam nie odmówią pomocy, uśmiechając się tak jakby wszystko było dla nich łatwe...:)
towarzyskośc: uwielbiają przyjmować gości, i to wystawnie. doskonale się ubierają, mogą służyć dobrą radą w dziedzinie urządzania mieszkania. jako żony są bardzo reprezentacyjne...ach tak
podsumowanie: to ryzykantki, niczym ich totem, mysz, która - wbrew temu, co się sądzi - nie jest wcale zastraszonym zwierzątkiem, prze­ciwnie, jest tak zuchwała, że wyjadłaby wam ser z talerza!:)

skopiowane z www.imiennik.pl

...ile z tego to ja...?



środa, 15 września 2010

...zaczarowana codzienność...

zastanawiałam się nad tytułem tego posta ... codzienność...trudna...prosta...zakręcona...cudowna...zaczarowana, na tym zostało...
czasami zastanawiam się nad tym swoim życiem, jest tak cholernie trudne...że ryczeć mi się chcę...ale wiem, że są na tym świecie ludzie, którzy zawsze wyciągną pomocną dłoń...dziękuję

moje życie nabiera sensu, gdy patrzę na dziatki moje kochane, gdy słyszę słowo "mamusiu", "mamo", "mami"...T lubi do mnie mówić..."mami", szczególnie jak coś chce....oj potrafi się podlizać:)

właściwie, każdy dzień jest taki sam...pewnie większość z nas tak ma...rano, południe, wieczór...to samo, to samo...tak samo...ale może w życiu właśnie o to chodzi...żeby docenić to co się ma...tę codzienność...własną?! ...to, że muszę uczyć się niemieckiego, żeby J pomóc, przypomnieć sobie tabliczkę mnożenia...(a z tym mam problem, kalkulatory zwojowały świat:))...nie wściekać się na bałagan, który opanował dom...przecież posprzątam i będzie ok, pranie też wyprasuję...bez sensu narzekać na ...codzienność

niektórzy mówią, że muszą się "wyszaleć"...w pełnym rozumieniu tego słowa...ja się nie wyszalałam...ale nie brakuje mi tego, dla mnie szaleństwem jest przejażdżka karuzelą - parasolkami- dzieci szaleją, a ja zielona ze strachu...dla nich zrobię wszystko...

...codzienność...

bo ona jest piękna...w sobotnie i niedzielne poranki...gdy dziatki wskakują do naszego łóżka i opowiadają niestworzone historie, kiedy G przynosi mi kawę i zalewa nią pościel...bo G już tak ma, nie ma dnia, żeby czegoś nie wylała, nie rozbiła....ale po co się wściekać...pościel się wypierze...a z mniejszą ilością kubków też damy radę...będziemy pić na zmianę:)

...już mi lepiej...będzie dobrze:)


wtorek, 14 września 2010

...oczy do poprawki...

moje oczy wysiadają...dokumentnie - jak to mówi moja znajoma...nie dośc, że lewe jest prawie ślepe...prawe ostatnio za mgłą....a okulary...no cóż - zostały na biurku...w domu:) 
10 godzin przy komputerze to za dużo, za chwilę robaczki świętojańskie zaczną mi skakac po monitorze....bo już hipotezę, że monitor mam brudny podważyła ściereczka... 

idę na kawę...przerwa w pracy wskazana....;)



poniedziałek, 13 września 2010

...zamrozek...

jak każdego ranka u nas burzliwe...ja do pracy, małżonek ślubny do pracy, T do przedszkola, G do szkoły - wszyscy wychodzimy 6:30, kłócimy się o łazienkę, w końcu małżonek ślubny kapituluje i idzie do łazienki "na dół" (czyli babcinej) ; jedynie J ma jeszcze troszkę czasu na słodkie tete-a-tete z cieplutką poduchą...

T dzisiaj ubierając buty, jak zawsze siedząc na schodach, ziewając głośno mówi..."mamuś, a czy dzisiaj jest już zamrozek - bo wczoraj mówili, że może być niedługo ..."
niedydaktycznie wybuchłam śmiechem..."jaki zamrozek syneczku???" (kto i gdzie mówił?) ...."no taki, kiedy szyby są zimne i zamrożone...!"...poirytowany synek, nie mógł zrozumiec, że matka nie jarzy - przecież zamrozić szyby...to zamrozek..."syneczku, to jest przymrozek"..."ale można mówić zamrozek!"
T założył buta i obrażony na moją reakcję obrócił się na pięcie;

...zamrozek...dziś jeszcze go nie było...i dzięki Bogu:)

niedziela, 12 września 2010

...dobry pomyślunek...

jestem zmuszona do zrobienia listy…takiej listy zadań, o nie, nie dla siebie...dla małżonka mojego ślubnego, bo domek zaniedbuje; od kiedy z okazji
„jakiejś tam” urodzinowo-bozonarodzeniowo-wielkanocno-rocznicowo-imieninowej (do wyboru) – otrzymałam zestawik, piękny, w czerwonym kuferku…wszelkich śrubokrętów, kluczyków imbusowych, kluczyków płaskich i tym podobnych…potrafię:

· złożyć biurko z elementów, tudzież rozłożyć na elementy i złożyć do kupy (wynikało to z zamiany się, przez moje dzieci G i T, pokojami.

· złożyć stół do piłkarzyków – rozłożyć – złożyć (dlaczego??? –patrz wyżej).

· dotyczy to również, łóżka, komody, regału.

· podokręcać, poprzykręcać, wymienić, usunąć …. to co akurat trzebaJ

jednak, nie mogę zdradzić wszystkich moich umiejętności … bo małżonek ślubny z pełną świadomością by to wykorzystał…w związku z tym postanowiłam zrobić listę zadań do wykonania, rzeczy do naprawienia…w rozbiciu na pomieszczenia, od kuchni…na sypialni kończącJ…ufff kudłate myśli się mnie trzymaja, gdy o tej liście zadań do zrobienia myślę… w sypialni…J

idę przyglądnąć się łóżku…J

...na początek...kolejny

każdy dzień to nowy początek...nowego dnia
nowe plany do wykonania, nowe nagłe zadania, nowe uśmiechy do rozdania - te szczere i te mniej...przytakiwanie głową, czasem wbrew sobie...

każdego dnia uczę się czegoś nowego....mimo, że mam 32 lata, 3 dzieci i wspaniałego męża...uczę się życia każdego dnia; na nowo poznaję jego zapach, smutki i radości...codziennie podejmuję decyzje...myślę, że te dobre i te gorsze się bilansują w ilości; codziennie staram się być dobrą matką, rozsądną, sprawiedliwą, pogodną, wesołą, przyjaciółką moich córek, ale taką która będzie szanowana...staram się!

mój syn ma 5 i pół roku, jest naszym oczkiem w głowie, bo najmłodszy....a co za tym idzie zepsuty do szpiku kości...no może troszeczkę przesadzam, ale rozpuszczony jak cholera; jednak gdy wieczorkiem przyjdzie się przytulić, cmoknie w policzek i powie "kocham Cię mamusiu"....wymiękam...zupełnie!

lubię weekendowe poranki, dom jeszcze śpi....a ja z kubkiem parującej kawy siadam w fotelu, przykrywam nogi kocem i napawam się moim życiem...tego lata stwierdziłam, że miejsce, w którym mieszkam... ten dom z ogrodem, te drzewa wokół niego - to jest moje miejsce na ziemi, to tutaj odpoczywam, tu mogę oddychać pełną piersią, tu zapominam o tym co złe i trudne...nasz dom!

lubię rodzinne wieczory, lubię wspólne oglądanie kreskówek, lubię wspólne granie w monopol...lubię wspólne wspominanie...."mamuś, a pamiętasz jak G była mała i kochała taka fają sukienkę marynarską...a pamiętasz jak J złamała rękę i nosiła zabawki w buzi....a jak T powiedział - mam ludzi od sprzątania - pamiętasz mamuś, jaka miał wtedy minę?!"... lubię wspólne oglądanie zdjęć i śmiechy, i żarty, i przegadywanie przy tym oglądaniu:)

lubię gdy moja najstarsza córa gra na gitarze kawałki perfektu, gdy moje dzieci bawią się w teatr, gdy pieką wspólnie ciasteczka, gdy razem, całą naszą piątką składamy samochodziki dla T
z klocków lego...lubię szukanie tych malutkich klocuszków w całej stercie...bo nikomu nie chce się ich posegregować kolorami - mamy swoje określenia dla poszczególnych klocków - "kto widział, małą piątke białą, albo pojedynczą dwójkę szarą?:))

dziś niedziela...idę gotować obiad:)


Obserwatorzy