poniedziałek, 20 września 2010
...przyszedł...
…nikt go nie prosił, wiadomo miał kiedyś przyjść...kiedyś, nie dzisiaj, jeszcze nie dzisiaj …sandały leciutkie jeszcze na wierzchu, nie schowane do pudła bez dna …do lata … sukienki jeszcze pachną słońcem i łąką …, a on przyszedł …zamrozek, w nos pstryczka dał… ja wam jeszcze pokażę, wcześniej trzeba wstawać …szyby zamrożone w autku, kto zdrapie …no jaJ
T się ucieszył, że na jego wyszło ….a nie mówiłem…!!!
J dzisiaj zakręciło …zupełnie …ślubny małżonek mój, a J tatuś …obudził małą rano …bo ona jako jedyna może troszkę dużej w puchach nocnych leżeć …i twierdził, że obudził …
J spanikowana o 8:40 dzwoni do mnie ….”mamuś autobus mi uciekł”… ”J jak mógł Ci uciec … przecież on odjechał godzinę temu?!”…”no… i mi uciekł”… J zaspała, weekend przedłużony
o dzieńJ
T po wizytach lekarskich … termin operacji ustalony …czekamy, najważniejsze, że rozumie, że trzeba operować …dla jego dobra; dzielny jest bardzo, dumna jestem z niego ...przeszedł księciunio wiele…
... babiego lata mi trzebaJ
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz